Mysza na wakacjach
Nie zdradziłem wcześniej ani słowem, że zostaliśmy z Dadą słomianymi rodzicami. Wszystko przez to, że nieustannie jestem poza domem, bo wciąż jakieś delegacje sracje. Wiadomo - są wakacje i trzeba robić zastępstwa za innych. W każdym razie dziecko już było trzy tygodnie z babcią na wsi w gospodarstwie agroturystycznym, w którym byli też rok temu, a teraz znów wybyło na kolejne trzy tygodnie do Jastarni, przy czym ostatni tydzień pobytu będzie już z naszym udziałem. Gdy odwoziliśmy go do Jastarni, mówiliśmy mu, że wieczorem przyjedzie babcia i dziadek i będą z nim razem przez dwa tygodnie, a my wracamy do domu, bo musimy chodzić do pracy, a on na to patrząc nam w oczy wzrokiem spaniela - To ja teraz będę sam? Zupełnie sam?
kaktus|2009-08-02|08:52:10
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (8)
Oberwanie
Nie pamiętam takiej ulewy jak ta, która zaatakowała mieszkańców centrum Warszawy wczoraj po 19:00. Pionowe strugi wody rozbryzgiwały się na chodniku z taką siłą, jakby były wylewane pod ciśnieniem. Wody było tyle, że ulice natychmiast zamieniły się w potoki, a kanały burzowe w fontanny. Widziałem stalową pokrywę studzienki unoszoną w górę przez wybijającą z kanału wodę.
A ja przyjechałem po prostu po Dadę do pracy. Widząc z okna pierwsze krople tego deszczu pomyślałem, że jej się przyda transport. Gdyby nie to, pewnie wróciłaby na bosaka lub z rozklejonymi butami, podobnie jak wielu mieszkańców tego miasta wczoraj wróciło do domu.
Bezpieczni, w samochodzie, mogliśmy robić fotki dokumentujące to przedziwne zjawisko. Oto Plac Trzech Krzyży, który zmienił się w jezioro. Woda nie nadążała uciekać w Książęcą, choć podejrzewam, że Książęca mimo to była rwącym górskim potokiem. Nawet nie chcę wiedzieć co było na Ludnej.
Z minuty na minutę deszcz przybierał na sile, a za moment gradowe kulki wielkości ziarenek bobu zaczęły włączać alarmy zaparkowanych na chodnikach samochodów. Podobno zalało metro. Widzieliśmy ludzi uciekających z przejścia podziemnego koło rotundy. Mogę sobie tylko wyobrazić jakie ilości wody zalały parkingi podziemne okolicznych biurowców. To znów Aleje Jerozolimskie w okolicach dworca. Trochę żałowałem, że nie mamy amfibii.
Gazeta donosi, że w centrum handlowym Złote Tarasy „pracownicy sklepów barykadują się kartonami i folią jak workami z piaskiem”. Dobrze, że zdecydowaliśmy się na zakupy w znacznie spokojniejszym Klifie, choć i tu panie ekspedientki na warzywnym mówiły, że „ponoć u fryzjera jest kilka centymetrów wody”.
kaktus|2009-06-30|07:32:12
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (2)
Stacha droga do wolności
Firma moja zorganizowała niedawno piknik z okazji swojejo krągłej rocznicy. Pojechaliśmy rodzinnie. Pogoda dopisała, było słonecznie i ciepło, choć niebo nieustannie straszyło prysznicem. Syn mój – Stanisław –podczas pikniku poczuł się niespotykanie swojsko. Różni ludzie podchodzili, przybijali mu piątkę, dawali mu dłoń na powitanie, każdy się pochylał nad młodym człowiekiem i piał jaki on duży i jaki fajny. Takie traktowanie przez wiele, bardzo wiele osób, obudziło w naszym dziecku pewność siebie. Zaczepiał inne dzieci i bawił się z nimi, chodził po całym placu, wspinał się na dmuchaną zjeżdżalnię i zjeżdżał z niej na złamanie karku. Drabinka sznurowa nawet raz go złapała i splątała się z jego nogami ale on po chwili wołania o pomoc, podciągnął się na rękach i wspinał się dalej. Nawet kulkowy basen, który niedawno budził jedynie zainteresowanie jako obiekt do oglądania, stał się miejscem harców.



Ośmielony swoimi sukcesami Stach, zaczął się oddalać od nas pod dowolnym pretekstem. Nie chcieliśmy go prowadzać na postronku, więc jedynie wodziliśmy za nim wzrokiem dopóki nie oddalał się poza obszar obserwacji. W pewnym momencie Stach oddalił się naprawdę daleko i istniało ryzyko, że w tym dzikim tłumie ludzi, bo impreza była z tych masowych, zgubimy go na dobre. Tym razem Dada rzuciła się w pogoń i dopadła gościa po chwili pościgu. Na pytanie dlaczego się oddala od nas odpowiedział: „Chciałem pokazać tacie ślimaka". No i znowu wyszło na to, że tata jest motorem złego zachowania dziecka.
kaktus|2009-06-12|10:57:11
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (2)
Okrutny return
Nad Warszawą cumulus mediocris i cumulus congestus. Wiatr 15 km/h, a ciśnienie wciąż rośnie. Burza. Właśnie dlatego na lotnisku im. Lecha Wałęsy w Gdańsku pasażerowie oczekujący na odlot samolotu Eurolotu do Warszawy obgryzają paznokcie, bo samolot nie wyruszył jeszcze z Warszawy. Wśród tych pasażerów my. Siedzimy we trzech. Ciężki dzień, nerwy i skoki ciśnienia znacznie wyższe niż atmosferycznego nad Warszawą. Teraz już tylko patrzymy na maszerujący tequila patrol bez dowódcy i oddajemy się naszej głupawie bez reszty. R musi jutro do Poznania, a właśnie miła pani z LOTu poinformowała go, że poranny samolot został odwołany. B martwi się, bo ma na parkingu w Warszawie samochód, a po przemarszu patrolu nie może już prowadzić. Ja martwię się, bo stęskniłem się za domem, a wycofywanie bagażu, tarabanienie się do hotelu lub na dworzec, średnio mi się uśmiecha. Przypomina mi się kawałek Wysockiego:
Сказали мне: - Сегодня не надейся,
Не стоит уповать на небеса.
И вот опять дают задержку рейса на Одессу -
Теперь обледенела полоса.
W dzieciństwie wpakował ojciec tych pieśni do mojej głowy setkę, a teraz mam takie nieposkładane fragmenty jak cytaty do zilustrowania rzeczywistości, a nawet nie pamiętałem przecież jaki jest tytuł tej piosenki. Chociaż może jednak pamiętałem ale nie mogłem sobie przypomnieć. Problem nie z tym, że nie ma danych, a z tym, że nie ma klucza, który by pozwolił je wydobyć z archiwum.
Najpierw mówią mi, że dziś pewnie już nie ma nadziei na samolot do Warszawy, a za chwilę, że mam podejść do bramki numer sześć do odprawy. Ciekawe to lotnisko, bramki pięć, sześć i siedem prowadzą do tego samego korytarza z trzech różnych stron. Z trzech różnych ścian. Po co to? Przecież ruchu i tak nie puszczą z trzech naraz, bo się pasażerowie pomieszają.
Za chwilkę jesteśmy w powietrzu. B zapomniał zostawić podręcznej walizki przed samolotem, do luku mu się nie mieści, więc gniecie się z nią pod nogami. R spokojnie czyta gazetę, co to jej jeszcze nie czytał. Ja wyłuskuje z Rzepy i Wybiórczej to, czego nie znalazłem rano, a przecież nie wiem nic jeszcze o wpadce nadredaktora Ziemkiewicza, co to kurwował na antenie pierwszego programu telewizji na wiceszefa PKW. Podobno puścili nie tę kamerę i nie te mikrofony, co powinni i to wina TVP, a przecież on człowiek publiczny i powinien myśleć trochę, bo wiadomo, że wszędzie mikrofony i ktoś może to nagrać i wykorzystać niecnie. Zresztą już jest na YouTube.
Nareszcie jestem w domu. Staś śpi, a Dada przysypia. Czekali na mnie i się pospali. A tak miło jest tu wrócić, nawet jeśli śpią, to przecież są i czekają.
kaktus|2009-06-10|07:59:02
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (2)
Planowanie
Planowanie stało się moją obsesją. Jak bez tak zwanego zarządzania czasem (nie lubię tego sformułowania, bo mi zaraz przychodzi do głowy – „a czasem nie zarządzania”). Zatem jak bez planowania swojego czasu przetrwać w dzisiejszym świecie. Eksperymentuje z różnymi systemami. Time/system na zmianę z Coveyem.
Tymczasem weekend w szkole, a w poniedziałek świtem bladym samolotem do 3miasta. Ponieważ w środę mamy spotkanie robocze z szefem, więc poniedziałek i wtorek w 3mieście mamy sesję burzy mózgów i trochę roboty z dokumentami, a jednocześnie rekrutację. Nie zmienia to faktu, że na czwartek lub piątek muszę opisać proces szkolenia, który będziemy szczegółowo omawiać z szefem. We wtorek dzień matki i urodziny Dady. Wracam z 3miasta dopiero wieczorem, więc trzeba się przygotować. W poniedziałek znajdę tylko 2 godziny, żeby wyrwać się do Młodego i poznać Tymona. Już zakupiłem stosowne prezenty, jednak zapewne spotkam u nich mamę, więc muszę pamiętać o kwiatach, bo przecież we wtorek jej święto. I tak dalej i tak dalej.
Jeden z dyrektorów z naszego działu właśnie zaczął kwestionować celowość i jakość pracy wykonywanej przeze mnie i dział szkoleń. Nie przyszedł z tym do mnie, ani do szkoleń, tylko powiedział to menedżerom w swoim regionie. Jeśli on – ich szef – kwestionuje zasadność szkoleń, to jakie my mamy możliwości wprowadzenia zmian i łagodzenia oporu wobec tych zmian, który i tak się pojawi, bez komentarzy wspomnianego dyrektora. Musimy się z nim rozmówić, bo inaczej zniszczy to, co właśnie wprowadzamy. Między innymi dlatego w poniedziałek, razem z pozostałymi osobami z naszego działu ustalimy strategię negocjacyjną na spotkanie z tym kontestatorem.
kaktus|2009-05-24|09:10:33
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (2)
Dzieciak
Z tego wszystkiego zapomniałem napisać, że rodzina kaktusów powiększyła się o nowego człowieka. Oto 6 maja zostałem po raz drugi stryjem – na świat przyszedł Tymon. Tym razem Młody nie dał się wyrzucić z porodówki i był przy narodzinach syna. Krzysiek początkowo cieszył się z nabycia brata ale później stwierdził: „Dzieciak tylko śpi albo płacze”. No i jak się z takim bawić, prawda?
kaktus|2009-05-21|07:17:14
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (2)
Dla porządku
Ostatni tydzień, którego prawie zupełnie nie pamiętam, spędziłem w łóżku. Często zdarzają mi się jakieś infekcję, ale po tym co było, mam wrażenie, że już dawno nie byłem chory. Jest jeden jedyny ból, który słabo znoszę, ale na szczęście bardzo rzadko mi się przytrafia – to ból głowy. Tym razem głowa bolała mnie przez sześć dni non stop, a środki przeciwbólowe nie bardzo sobie potrafiły z tym poradzić – ja też. Takie sobie zapalenie zatok. Jednak jakiś się czuję odnowiony po tej zadymie, która jeszcze do końca nie minęła. Ból minął.
Ostatnio nie pisałem o Stachu, a to facet którego status społeczny się zmienił, gdyż został właśnie przyjęty do przedszkola i od września rusza w wir społeczeństwa. Powinienem dać na mszę dziękczynną za to przyjęcie. Ci, którzy wiedzą jak łatwo jest zapisać w Warszawie dziecko doprzedszkola, wiedzą o czym mówię. Udało się. Chyba ratusz to trochę uporządkował. Pewniejeszcze wrócę do tematu – będzie nie jedna okazja.
Stach jest fanem filmu „Tomek i przyjaciele”. Może nawet nie tyle filmu, co pociągów, które są produkowane jako gadżety filmowe, a tymczasem są pełnowartościowymi kolejkami, do których można dokupić tory, budynki stacji,itp. Zbiera te lokomotywy i wagony, potrafi się tym bawić godzinami, a także doskonale zna katalog tych pociągów i wciąż porównuje co już ma, z tym czego mu jeszcze brakuje. Jakiś czas temu postanowiłem zabrać dziecko, z racji jego hobby, do Muzeum kolejnictwa, na wystawę lokomotyw. W końcu niewiele ma okazji do kontaktu z prawdziwymi pociągami, a z lokomotywami, to już pewnie tylko tam. Był bardzo skupiony podczas oglądania wystawy. Trzymał mnie za rękę i mało mówił, ale miał takie wielkie oczy z wrażenia.
kaktus|2009-05-15|07:22:53
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (0)
Z życia coucha
Czy jestem egzaminatorem, czy psychoanalitykiem, a może couchem? Spotykam menedżera. Mam w dupie, co on o mnie myśli. Mój cel to zmusić go do myślenia, a potem do działania. Zadaję mu kilka pytań. Zwykle o to, co dzieję się w jego otoczeniu. Jeśli wie, to mam utrudnione zadanie, bo znam jego wyniki i wiem, że nie są idealne. Jeśli nie wie, to zaczynam od ABC. Moje zadanie polega na tym, żeby doprowadzić do poprawy sytuacji. Nikt nie mówi mi jak. To znaczy, że ja decyduję o tym czy będzie przyjemnie, czy nie. W tej firmie wszyscy są mili. Ja nie. Zadaję trudne pytania. Łamię zasady. Omijam reguły, procedury, procesy. Zadaję pytania. Zwykle proste. Kto, kiedy, co, w jakim celu, w jaki sposób, co dalej. Ludzie mówią potem, że dziękują, że to ich zmusiło do myślenia, że nikt wcześniej... Kurwa (używam słów), dlaczego tak trudno jest myśleć?
Wracam do hotelu wieczorem. Odbyłem cztery trudne rozmowy. Dyrektor pytał, po co potrzebuję aż dwóch godzin na jedną rozmowę. Ja zapytałem - dlaczego tylko dwie? Padam na ryj. Zawijam się w kołdrę i nie wiem, co jest grane. Wstaję o szóstej i kładę się o dziesiątej wieczorem. Nie myślałem, że to będzie takie trudne. Dobrze, że od osiemnastu lat robię to, z czy oni mają problemy. Ja też miałem. Myślałem o tym dużo. Pracowałem nad sobą i na pytanie – co możesz mi chłopcze powiedzieć, czego bym nie wiedział/a – pokaż mi cwaniaczku jak byś to zrobił – potrafię odpowiedzieć wprost.
Wczoraj zabroniłem jednej menedżerce używać słowa „ale”, a jednemu menedżerowi kazałem przeczytać „Poskromienie złośnicy” Williama Shakespeare’a. Zawsze mówię im, żeby czytali jakieś książki – pierwszy raz odwołałem się do dramatu. Wczoraj jednemu dyrektorowi mówiłem o tym ile czasu wymaga przygotowanie scenariusza spontanicznego wystąpienia. Mówię o oczywistościach i odwołuję się do swoich doświadczeń zawodowych z lat 1991-1998. Mówię o Tomku i o tym jak pisałem scenariusze naszych audycji i o tym jak wiele wysiłku wymagało to, by zrozumiał, że trzeba czytać scenariusz minimum na godzinę przed audycją. Panie Boże dziękuję Ci za to, że tak ciężko mnie doświadczyłeś i dałeś mi szansę nauczyć się tego wszystkiego, bym mógł zdawać ten egzamin. Mam nadzieję, że nota końcowa będzie pozytywna, bo czas ucieka, a oni nie chcą chcieć.
kaktus|2009-05-06|01:04:44
Jeśli się nie boisz, że się pokłujesz, to
skomentuj (3)